Dziura ogromna czarna dziura
Choć tak wysoki był lotu pułap
Dziś coraz bardziej wysysa mnie
Kosmiczna pustka, piekiełka sień
Jeszcze szybuję w blasku, błękicie,
Lecz już jutrzenką ciemnieje życie.
Moje marzenie przychodzi nocą,
Rankiem odjeżdża siną karocą
Zostaje dziura, totalne nic
Długie czekanie na szczęścia wić.
Chwyta za gardło zakręca losy,
I w sercu ciągły drąży niedosyt
Nie na godziny, lecz na ich tony
Każdy okruszek tak dopieszczony
Spojrzenia mowa ust także ciała
Podniecająca, wprost doskonała
Czym nocą lepiej tym rankiem gorzej
Jeżeli jesteś dopomóż Boże!
Niechaj po nocy znów będzie noc.
Podaruj szczęście polarny koc.