Czemu kolejny wstaje dzień – do niczego…
Ranek ciepły i słoneczny… – nie chcę tego!
Nie ma jutra, czas to dzisiaj – znów do rana…
Nowa rana i samotny pozostaję na kolanach…
Bez przyszłości, przebudzony w życia cieniu,
Po snach cudnych o miłości w zatraceniu…
W dniach koszmarach, nocach iskrach znów na dole…
Tuż po locie ze skrzydłami w lepkiej smole.
Znów niedole, więc czas spętał nogi, ręce,
W zapomnieniu przymusowym, izolacji i udręce…
Bez przyszłości przemykając chyłkiem w cieniu,
W niewidzeniu, nieistnieniu, utęsknieniu.