Nocy ciemność tnie uczucie niby świetlna raca,
Niebo się przed nami blaskiem gwiazd otwiera,
Mimo, że codzienność nam te chwile skraca
Jesteśmy szczęśliwi, choć tak krótko nieraz.
Wtedy moje szczęście się odbija w twoich oczach,
Wtedy w moich oczach się odbija szczęście twoje,
Coś, co nawet nie da wyśnić się po nocach:
Żywa czysta miłość bez żadnych urojeń.
ZADYSZANY
Ile tęsknoty może mieścić serce?
Moje rozciąga się mocniej i więcej…
Z każdą sekundą, gdy cię nie widzę,
W łopocie podcinanych skrzydeł…
W pustce, za każdym twym spojrzeniem…
Wilgotnym smutkiem, zasnuty. Cieniem.
W kanale. W smrodzie. Z wiarą zgubioną.
W łańcuchach żalu. Z cierni koroną.
Z nożem pod żebrem. Z kulą u nogi.
Z pianą na ustach. Pomrukiem trwogi.
Myśl, która niczym wróbel szara
Wyrzuca w otchłań, pociąga w marazm.
Nie daje zasnąć, bądź budzi w nocy,
I niczym walec po plecach toczy:
Spazmy niemocy i zniechęcenia.
Kiedy cię nie ma – sensu istnienia!
POŚMIERTNY
Dziwne, jak bardzo kręci w mej głowie…
Każde pytanie ściga odpowiedź.
Przyszłość – To słowo niewiele znaczy,
Gdy wiesz, czym może cię los uraczyć.
Jest tu i teraz – Dzisiaj tym żyje.
Chwile są cudne, lecz to wciąż chwile.
Każda minuta jest śmierci warta.
Każda to rozkosz i z czasem walka
Dziwne, jak bardzo kręci w mej głowie…
Boję się bardzo, że znam odpowiedź.
WIELKIE MAŁE SŁOWO (ODDANY)
Jeśli powiesz: Bądź! – To stanę obok
Powiedz słowo: Tak! – Jedno słowo!
Powiedz tylko: Bądź – A świat szary
Pomaluję w barwy tęczy. I nie czary…
Nie zaklęciem. Pragnieniem to sprawie…
To, co tylko snem dziś, by na jawie…
By spełniły się oczekiwania.
By marzenia nasze nocne i błagania.
By mieć więcej. Więcej siebie i na zawsze.
By zakwitło nowe szczęście nasze własne.
Czekam na to: Bądź! – By być z tobą!
Powiedz wreszcie: Tak – krótkie słowo.
By mój smutny los pusty, mały
Nagle stał się cudny, doskonały!
KOBIETKO (2000)
Błękitne obłoki, aby bujać w nich,
Szum traw, by koił nerwy i
Słońca, by opromieniało miły dzień,
Wiatru, by niósł w dal twój śmiech,
Ptaków śpiewających na twoją cześć,
Wszystkiego, czego tylko chcesz.
To do ciebie kobieto moich snów,
Do ciebie najdroższa tych kilka słów.
W tym dniu, gdy miliardy pań
Przyjmuje moc życzeń, kwiatów, ja
Chciałbym ci dać tylko siebie,
To wszystko, co mam.
Tak wiele, choć dla niektórych nic.
Swoje radości, smutki, i miłość,
Miłość, która we mnie tkwi.
14 LUTY (2001)
Za radość nocy, za wszystkie dni,
Miłość, jakiej nie dał mi nikt.
Za to, że jeszcze wierzę w dziś,
Złe sny, które zabrałaś mi.
Za powab wdzięków, zmarszczenie brwi,
Spojrzenia w oczy – dziękuję ci.
Za nieład twoich włosów, gdy śpisz,
Ciepełko zimą, chłód w letnie dni.
Za dobre słowo, przyjazny gest,
Zmysłowe ciało, rozkoszny śmiech,
Za to, co dałaś – nie chcąc brać nic.
Za to, że jesteś – dziękuję ci.
CHOMIK (wiersz pisany z moją córcią Adusią)
Mały chomik – Ady zwierze
Zjadło sutą dziś wieczerze.
Po kolacji późno było,
Kubuś ze zbolałą miną
Wstał, podrapał się za uszkiem,
O drabinkę potarł brzuszkiem,
Ziewnął, jakby chciał zjeść słonia
I powiada: – Z nudów konam.
Może by się przejść na spacer?
Kary chyba nie zapłacę?
Rozprostuję sobie nóżki,
Zamiast ziewać do poduszki.
Tup, tup – Drepcze po cichutku.
– Może spotkam krasnoludków,
Albo lalkę z porcelany,
Co ma suknię z firan starych.
A w najgorszym przecież razie,
Pójdę sobie siknąć w bazie.
Bazą pani ma nazywa
Miejsce, w którym wypoczywa.
– Dobry wieczór mój Kubusiu. (A)
Idziesz właśnie zrobić siusiu? (A)
Nie! Marsz mi zaraz do klatki, (A)
Tu chodzą tylko misie Puchatki. (A)
Kubuś kręci śmiesznie noskiem:
– Pozwól nasikać, choć troszkę.
Lecz Puchatek z boku zerka:
– Idź w trociny, do pudełka.
A nasz chomik nieroztropnie
Zacietrzewił się okropnie:
– Ty Puchatku, jak urosnę, (A)
To rozpłaszczę cię na kotlet, (A)
Albo zjem cię na śniadanie.
Czy wypchany jesteś sianem?
Misiek złapał nieboraka,
Chociaż ten się wił i płakał,
Zaprowadził go do Ady.
Ta tłumaczy mu zasady:
Więc o dobrym wychowaniu,
Kolegów nie przezywaniu,
Nie siusianiu gdzie popadnie,
Bo to strasznie jest nieładnie,
I sprzątaniu swojej klatki,
Za przykład dając niedźwiadki.
Kubuś zrobił się maciupki,
Że potrzeba było lupki,
By wypatrzyć chomiciątko.
Zaczerwienił się niewąsko,
I obiecał swojej pani,
Że od jutra się poprawi.
KOMU NIE
Groteska, niby w starym kinie.
Ktoś rytm wybija na pianinie.
Melonik czarny i laska w dłoni,
Gruby chudego z brzytwą goni.
Czasami w życiu się przydarza
Farsa sunąca w stronę ołtarza.
Po rusztowaniu już pnie się w górę,
O gwóźdź zahacza ma gołą durę,
Klamkę wyciąga gość zza pazuchy,
Jakże fałszywe bywają ruchy…
Czasami w życiu się przydarza
Farsa sunąca w stronę ołtarza.
Niemy, jak ryba porusza usta,
Zmęczona ręka rynny się puszcza,
Instrument tylko w takt pogrywa,
Nutka raz skoczna, raz leniwa…
Czasami w życiu się przydarza
Farsa sunąca w stronę ołtarza.
Łzy ciekną strugą z tafli ekranu
Rzewności, niby w czeskim serialu.
W czarnej sutannie żałobne psalmy…
Targają trumnę widok koszmarny.
Czasami w życiu się przydarza
Farsa sunąca w stronę ołtarza.
K.O.(LOS).
Dziś zrozumiałem, jak jestem ważny
Dziś wystarczyło słowo, by gwiazdy
Hukiem zwaliły się na mój czerep.
Wiem, że nic nie wiem, A co jest z niebem?
Znów nieuchwytne jest, nierealne,
Mój rozum tego już nie ogarnie.
I znów pompuję i głowę cisnę,
Aby zapomnieć. O kurwa! Nie myśleć!
Aby się wreszcie umieć przebudzić,
Wrócić do życia. Wrócić do ludzi.
Przerwać szaleństwa pęta ogromne
I przestać myśleć, umieć zapomnieć.
Bez alkoholu, innych używek,
Nie dać się kopać, dotrzeć do żywych.
I znów pompuję i głowę cisnę;
Chcę się obudzić! Chcę trzeźwo myśleć!
Bo zrozumiałem dzisiaj, że jestem:
Meteorytem, przelotnym deszczem,
Żywą zabawką, śmiesznym pajacem,
Ruszam ochoczo, gdy kiwnie palcem.
I znów pompuję i głowę cisnę,
Żeby zapomnieć, żeby nie myśleć.
Gdy każda data jest wymazana,
Mówię dwa zdania, słyszy trzy zdania,
Gdy oczekiwań jest cały worek,
Gdy do dawania zatkany korek,
Ja znów pompuję i głowę cisnę…
Choć bardzo kocham, nie będę myśleć.
Kolejny raz wygra z rozumem
Miłość szalona. – Nic nie rozumiem!
Choć tak się staram i głowę cisnę
Nie mogę zasnąć, znów o niej myślę.
PLAMKA
Wśród fantazji śmierci
Błogosławieństw życia
Rzeczywistość mierzi
– Ponure odkrycia.